ładowanie...

23 lipca 2017

Imieniny:

ładowanie...

złóż życzenia

Znak zodiaku: Lew
sprawdź horoskop

Ogłoszenia:
  1. Motoryzacja
  2. Nieruchomości
  3. Lokale
  4. Mieszkania
  5. Handel
  6. Usługi
  7. Finanse
  8. Zdrowie i Uroda
  9. Praca
  10. Dodaj ogłoszenie
41-latek kierujący oplem o mało nie potrącił pieszych. Był kompletnie pijany. Okazało się tez, że ma już sądowy zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi.
21.07.2017
1
Mieszkańcy ze zniczami spotkali się najpierw przed gmachem sądu okręgowego, a następnie przeszli przed budynek sądu rejonowego.
20.07.2017
13
Żona pana Józefa wezwała policję, bo mąż awanturował się po pijanemu. Policjanci przyjechali, zabrali gospodarza i go poturbowali. Usłyszeli za to wyroki w zawieszeniu. Orzeczenie jest prawomocne.
20.07.2017
0
Czworo młodych sportowców z naszego z regionu znalazło się w gronie stu najzdolniejszych sportowców w kraju. Teraz dostaną po 40 tysięcy zł rocznie z resortu, co z pewnością pomoże im rozwinąć skrzydła.
20.07.2017
0
Zakład jest przestarzały, ma złą opinię truciciela, ale zatrudnia około 180 osób. Urząd miasta uważa, że zdrowia mieszkańców nie można przeliczać na złotówki.
19.07.2017
5
Dr Czesław Burek, wójt Lubomi, żyje bardzo aktywnie. Jak nam wyznał, dobrą formę zawdzięcza pływaniu długodystansowemu w basenie przez cały rok, a ostatnio zaczął jeździć na rowerze. Poza tym pasjonuje się wędkarstwem
23.07.2017
0
Dwa tysiące kilometrów przez pustynię!
07.07.2017   Rybnik, Region   Publicystyka z regionu  

Marcin Węgrzyk w 23. dniu wyprawy skończy 45 lat

Prawie dwa tysiące kilometrów przez trzy pustynię? Taką właśnie trasę rowerami chcą pokonać Marcin Węgrzyk i jego kuzyn.

Prawie sto lat temu Alfred Canning wytyczył alternatywny szlak przeganiania bydła ze wschodniego Kimberly na północy Australii do Perth na zachodzie. Trasa wiodąca przez bezludne i surowe obszary Australii Zachodniej, która liczy sporo ponad 1800 km, pochłonęła jednak zbyt wiele ofiar, w efekcie bydło przepędzono tamtędy ledwie kilka razy i szlak poszedł w zapomnienie. W sierpniu Canning Stock Route chce rowerem pokonać rybniczanin Marcin Węgrzyk. – W 23. dniu wyprawy skończę 45 lat – mówi. Pojedzie ze swoim kuzynem, pochodzącym z Radlina 39-letnim Piotrem Łupińskim, który mieszka w Szwecji.

Pierwsze przetarcie

W 1968 roku grupa badaczy przejechała stary szlak specjalnie przygotowanymi samochodami terenowymi i przywróciła do stanu używalności. Od tego czasu profesjonalnie wyekwipowane konwoje pojazdów typu 4WD ruszają na trasę regularnie i co roku kilku zmotoryzowanym wyprawom udaje się przemierzyć morderczą trasę. Ponieważ jednak nie są w stanie zabrać zapasu paliwa na całą drogę, muszą na półmetku korzystać ze zrzutu. Inaczej jednak będzie w przypadku wyprawy rowerowej, ponieważ tu wysiłek jest o wiele większy. Do tej pory Canning Stock Route przejechało w ten sposób bez wsparcia z zewnątrz tylko dziesięciu śmiałków, w tym dwóm Polaków! Większość korzystała jednak z żywności i wody, którą dzielili się z nimi uczestnicy mijających ich wypraw samochodowych.
Piotr Łupiński będzie pierwszym Szwedem, jeśli tylko panowie dotrą do celu. – Trasa wiedzie przez trzy pustynie. Alfred Canning wziął do pomocy Aborygenów. Żywił ich słonymi śledziami, a oni, spragnieni, szukali wody! Mniej więcej w odległości dnia marszu wskazywali miejsca, gdzie kopano studnie. Większość z nich popadła w ruinę, ale niektóre wciąż są czynne, w kilku jest woda. Liczymy na to, że co 200 km będzie czynna przynajmniej jedna. Będziemy mieli worki na wodę, filtry. Jesteśmy w stanie wieźć po 40 litrów wody, czyli mniej więcej czterodniowy zapas, który pozwoli nam przeżyć – mówi rybniczanin.

Które czynne

Przy wjeździe na szlak znajduje się ostrzegawcza tablica, na której jest napisane, że droga jest polecana dla samochodów z napędem 4 na 4. Od policji dostaje się informację, które studnie w danym roku są czynne. – Będziemy więc wiedzieli, gdzie znajdziemy wodę i w które miejsce musimy "dociągnąć"– mówi Marcin Węgrzyk. Na całym szlaku jest jedna osada aborygeńska, Kunawarritji, mieszka w niej kilkanaście osób. – Liczymy na to, że po pokonaniu około 900 kilometrów będziemy mogli wziąć prysznic – śmieje się rybniczanin. Skąd wziął się pomysł na przebycie tego szlaku?
– W 1997 roku pojechaliśmy na wakacje do Australii, wypożyczaliśmy tam samochód. W umowie były obostrzenia, gdzie nie możemy wjeżdżać. I był tam wymieniony między innymi Canning Stock Route. W tym czasie nie było jeszcze internetu, trudno było znaleźć jakieś informacje o szlaku, ale jego nazwa wbiła mi się w pamięć – wspomina pan Marcin. Lata jednak mijały i o szlaku zapomniał. Wspomnienia wróciły w 2005 roku, kiedy trasę przejechał rowerem pierwszy Polak, Jakub Postrzygacz, mieszkający w Nowej Zelandii.

Inspiracja z Trójki

– Trafiłem na jego bloga. Pomyślałem, że fajnie byłoby się tam kiedyś wybrać na wyprawę samochodową – opowiada rybniczanin. Jesienią 2014 roku usłyszał w radiowej Trójce, że kolejny Polak, Mateusz Waligóra, opowiadał, jak rowerem przejechał Canning Stock Route. I zdecydował, że on też chce spróbować. Namówił kuzyna, który specjalnie na tę wyprawę postarał się już o szwedzkie obywatelstwo! Przygotowania ruszyły w grudniu 2014 roku. Marcin Węgrzyk spotkał się z Mateuszem Waligórą, od którego uzyskał całe know-how. – Bo nie będę wyważał otwartych drzwi – mówi.
Najważniejsze oczywiście są rowery. Ich są wyposażone w bardzo szerokie, prawie czterocalowe opony niskociśnieniowe, które jakoś radzą sobie w piachu. Rama musi być bardzo wytrzymała. Rower ciągnie przyczepkę, którą w razie kłopotów można porzucić. Pokonanie trasy może zająć od 26 do 30 kilku dni. – Bierzemy jedzenie na 40 dni. Powinniśmy się zmieścić w tym czasie. Jeśli będziemy widzieli, że nie damy rady, to na pewno będziemy się ewakuowali ze szlaku wcześniej – zapewnia Marcin Węgrzyk.

Wielkie wyzwanie

To jego pierwsza tego typu ekstremalna przygoda. Objechał Polskę dookoła, dwa razy po przekątnych. Trasę ze Zgorzelca do Suwałk pokonał w siedem dni ze swoim wtedy niespełna siedmioletnim synem! – Każdą wolną chwilę spędzam na rowerze – mówi. Jest nastawiony optymistycznie, a największą dolegliwością będzie... rozstanie z dzieciakami. – Kiedy teraz wyjeżdżam na trzy dni, to bardzo tęsknię, dzwonię, a z pustyni nie zadzwonię! – martwi się już dzisiaj.

Morderczy szlak
Canning Stock Route to najdłuższy szlak terenowy świata i jeden z najtrudniejszych. Wiedzie przez bezludne i surowe obszary Australii Zachodniej, przecina trzy pustynie i ponad dziewięćset piaskowych wzgórz. Na trasie dłuższej niż odległość między Warszawą a Rzymem brakuje wody, jedzenia i ochrony przed słońcem. Trzeba liczyć wyłącznie na siebie, zaś każdy błąd może mieć fatalne następstwa – podaje onet.pl w serwisie o ekstremalnych wyprawach.
Więcej o wyprawie rybniczanina na stronie www.csrrowerem.blogspot.com oraz na Facebooku CSRrowerem.



ADR
Dodaj komentarz

Komentarze

* - pole wymagane

Brak komentarzy
Czytaj także
pokaż więcej
Rybnik. Miasto z ikrą
e KULTURA
Możesz ten artykuł oznaczyć jako przeczytany
Praca w Niemczech
Tresna
Nasza sonda
Czy zmiany w sądownictwie mogą uderzyć w przeciętnego obywatela?




43699,43827,43826,43821,43819,43811,43837,43836,43835,43834,43833,43831,43830,43829,43828,43825,43823,43822,43820,43817,43816,43815,43814,43813,43812,43808,43807,43806,43804,43803,43800,43832,43818,43805,43763,43746,43802,43741,43672,43606,43546,43743,43674,43609,43552,43495,43745,43677,43611,43122,43090,41464,41185,41139,41093,40871,43744,43675,43608,43550,43511,35489,35311,35310,30320,28101