Koronawirus
Koronawirus

Miasta

Rybnik
› Żory
› Jastrzębie-Zdrój
› Wodzisław Śląski
› Racibórz
› Region
Ogłoszenia:
  1. Motoryzacja
  2. Mieszkania
  3. Handel
  4. Usługi
  5. Finanse
  6. Praca
  7. Matrymonialne
  8. Dodaj ogłoszenie
28-letni jastrzębianin pędził 160 km na godzinę. Przez siedem kilometrów uciekał przed policją. W plecaku miał broń maszynową, ostrą amunicję oraz kilkanaście gramów narkotyków.
27.05.2020
0
Zgodnie z wytycznymi ministra zdrowia w całym kraju ruszyły zakłady fryzjerskie. Odwiedziliśmy dziś w południe 18 maja salon „Metamorfoza” w Żorach-Rowniu. Okazuje się, że zajęte są już wszystkie terminy... aż do początku czerwca.
18.05.2020
1
Rozmowa z Bartoszem Demczukiem, jednym z czterech Młodych Panów z Kabaretu Młodych Panów
10.05.2020
0
Trudno sobie wyobrazić Rybnik bez Ryfamy. A jednak zakład przy ulicy Chrobrego należący do Grupy Famur postawiono w stan likwidacji. To dzisiejsza (24 kwietnia) decyzja zarządu. Pracę stracą 204 osoby.
24.04.2020
0
Od 1 czerwca będą działały w Rybniku żłobki, przedszkola i zajęcia opiekuńcze w klasach I-III w szkołach podstawowych. Zainteresowanie taką formą opieki w sytuacji pandemii wyraziło jedynie 10% rodziców
27.05.2020
0
Osobliwe zdarzenie
Śląskie strachy i straszki
26.09.2018   Region   Publicystyka z regionu   Wydanie: 2018/39 (3188)

Zdarzenie to miało miejsce pewnego jesiennego dnia prawie 35 lat temu, ale do dziś nie potrafię go w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć. Można jednak przyjąć, że jego bohater chciał dotrzymać słowa i przybyć na umówione spotkanie i w tym nie przeszkodziła mu nawet śmierć.

Poprzedniego dnia umówiłam się z pewnym moim znajomym – panem Mietkiem, że spotkamy się nazajutrz u mnie w domu koło godziny 15.00. Sądziłam, że do tego czasu uda mi się załatwić wszystkie urzędowe sprawy, które zaplanowałam na tamten dzień i zrobić po drodze małe zakupy. Niestety sprawunki trochę się przeciągnęły, bo w sklepie było dużo ludzi, jak to zwykle bywa w dzień przedświąteczny i byłam już minimalnie spóźniona, więc resztę drogi przebyłam prawie biegiem.

Kiedy do domu pozostało mi nie więcej niż 100 metrów zauważyłam przed sobą owego znajomego, który zmierzał w kierunku naszej posesji, chwilę później skierował się do naszej furtki i zniknął mi z oczu. Wtedy uświadomiłam sobie, że zapomniałam kupić chleb i niewiele myśląc skierowałam się do pobliskiego osiedlowego sklepiku, licząc po cichu na to, że mój mąż, który również znał pana Mietka, zaproponuje mu kawę i zatrzyma go do mojego powrotu. W sklepiku, nie było kolejki, więc straciłam najwyżej dziesięć minut. Kiedy wpadłam zasapana do domu mój mąż zrobił zdziwioną minę i zapytał:

– Coś taka zziajana? Gonił cię ktoś?

– Gdzie pan Mietek? – zapytałam i dodałam od razu – Zapomniałam ci wczoraj powiedzieć, że umówiłam się z nim na 15.00, bo oni mają coś wydawać i sprawa jest pilna...

– O czym ty mówisz? – mój mąż był coraz bardziej zdziwiony. – Pana Mietka tu dzisiaj nie było...

Tym razem to ja poczułam się niepewnie:

– Nie? A ja go widziałam jak skręcał do naszej furtki...

– Ejże, masz chyba zwidy! – oburknął mój ślubny, myśląc, że stroję sobie z niego żarty.

– Ale przysięgam, widziałam go, był jakieś 70 metrów przede mną... A mi przypomniało się wtedy , że nie kupiłam chleba... dlatego się spóźniłam.

– No dobra – mruknął mój mąż – wierzę ci, ale nie mógł to być ktoś inny? Po czym poznałaś, że to on?

– No wiesz, miał tę swoją ulubioną marynarkę ze struksowymi naszywkami na łokciach i tą wielgachną torbę na pasku, z której się kiedyś podśmiewałeś...

– Ej, nie chce mi się wierzyć, żeby pan Mietek latał na poły goły w taki ziąb!

Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że istotnie, choć było dość zimno, mój znajomy nie miał nawet szyi tego zabawnego szalika, który często nosił w chłodniejsze dni. Nie zdążyłam jednak powiedzieć o tym mężowi, bo w tym samym momencie rozległ się głośny płacz naszego synka, który obudził się z popołudniowej drzemki.

Jednak do wieczora pan Mietek u nas się nie pojawił! Nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło, bo był człowiekiem niezwykle słownym. Jak opowiadali jego znajomi, kiedyś na umówione spotkanie przyszedł z dwugodzinnym opóźnieniem, bo szedł piechotą, ponieważ jego pociąg spóźnił się i pan Mietek nie zdążył na ostatni autobus do miejsca spotkania.

Następnego dnia, a była to niedziela, mój mąż wybrał się na pierwszą poranną mszę, bo popołudniu chciał odwiedzić swoich rodziców, którzy mieszkali w dość odległej miejscowości. Wrócił kilka minut przed śniadaniem, najprawdopodobniej mocno głodny, bo minę miał jakąś niewyraźną.

– Kiedy widziałaś wczoraj pana Mietka? – zapytał ni stąd ni zowąd.

Zdziwiłam się, że mąż zaczyna mi wierzyć w momencie, kiedy ja sama zaczęłam wątpić w to, że go wczoraj widziałam, ale zgodnie z prawdą odpowiedziałam:

– Kilka minut po piętnastej...

– Spotkałem dzisiaj jego syna – powiedział cicho mój mąż. O piętnastej pan Mietek trafił na OIOM, a zmarł kwadrans później...

Elżbieta Grymel
Dodaj komentarz

Komentarze

* - pole wymagane

Brak komentarzy
Czytaj także
pokaż więcej
Rybnik. Miasto z ikrą
e KULTURA
Możesz ten artykuł oznaczyć jako przeczytany
Koronawirus Blok
Nasza sonda
Czy jesteś za zaostrzeniem kar dla pijanych kierowców



enowiny.pl - blok

46505,50587,50472,50369,50138,50591,50590,50589,50588,50586,50585,50584,50583,50582,50581,50578,50577,50576,50575,50574,50573,50572,50571,50570,50569,50568,50567,50566,50565,50564,50563,50514,50504,50230,50229,50200,50495,50400,50291,50078,49961,50580,50401,50293,50188,50080,44450,44340,44173,43982,43745,41464,41185,41139,41093,40871,46258,46120,46045,46031,46034