Eko Okna
Medhouse 6.09.2017-30.06.2018
Tresna - jesienny wypoczynek
ładowanie...

17 grudnia 2017

Imieniny:

ładowanie...

złóż życzenia

Znak zodiaku: Strzelec
sprawdź horoskop

Ogłoszenia:
  1. Motoryzacja
  2. Nieruchomości
  3. Lokale
  4. Mieszkania
  5. Handel
  6. Usługi
  7. Finanse
  8. Zdrowie i Uroda
  9. Praca
  10. Różne
  11. Dodaj ogłoszenie
16.12.2017
0
Dzięki wzorowej postawie mieszkańca Jastrzębia, policjanci zatrzymali nietrzeźwą kierującą suzuki.
14.12.2017
0
Władze rozważały wprowadzenie go już w sierpniu 1980 roku. Do końca grudnia na listach osób przewidzianych do internowania na terenie całej Polski znalazło się 12 901 osób.
13.12.2017
1
Nakaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania, zakaz zbliżania się do żony i dzieci, a także kontaktowania się z nimi to środki jakie zastosował prokurator wobec 42-latka z Żor, który od dwóch lat znęcał się nad najbliższymi.
13.12.2017
0
Robert R., były szkoleniowiec i wiceprezes klubu sportowego Judo Koka w Jastrzębiu-Zdroju, usłyszał dziś wyrok. Sąd okręgowy skazał go na 6 lat więzienia i na 7 lat zakazał mu pracy z młodzieżą.
08.12.2017
0
W niedzielę (17 grudnia) podczas Rybnickiego Bożego Narodzenia i Kolędowania od godziny 16.30 będą rozdawane koperty życia i paszporty seniora.
16.12.2017
0
Polska zbrodnia w nowej książce
29.01.2017   Region   Encyklopedia Rzeczy Śląskich  

Marek Łuszczyna, autor książki

Rozmowa z Markiem Łuszczyną, autorem nowej książki "Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne"

"Polskie obozy koncentracyjne" – to dla wielu wciąż brzmi niczym prowokacja. Panu jednak udało się zebrać materiał, z którego wynika, że takie obozy istniały...


Były, głównie na Śląsku w latach 1944-1950. Jednak system obozów działał w całym kraju, było ich łącznie dwieście sześć. W książce "Mała zbrodnia" staram się opowiadać losy ludzi, którzy nimi zarządzali, oraz tych, którzy cierpieli więzienie, głód, zimno i tortury, głównie Ślązaków z Katowic i innych miast przedwojennego Śląska. Zostali oni przez nową, komunistyczną, polską władzę potraktowani jak wrogowie, a byli w miażdżącej większości prawdziwymi patriotami.

Dlaczego podjął się pan tak trudnego i, co tu dużo mówić, kontrowersyjnego, tematu? Od czego się zaczęło? Jak powstała książka? Ile lat pan zbierał materiały?

Nie mogłem się nie podjąć, szlag mnie trafił, jak zobaczyłem skalę niegodziwości, bo niegodziwe jest nie tylko to, co zrobiono wtedy ludziom, ale i to, że nigdy się nie upominano o upamiętnienie tego cierpienia. Co więcej, skrzętnie okrywano je woalem milczenia w III RP, bo, jak się dowiedziałem "nie było koniunktury politycznej, żeby o tym mówić." To był dla mnie wstrząs. Wcześniej byłem przekonany, że powojenne losy okresu stalinizmu dawno zostały ocenione i rozliczone. Okazało się, że inna historia powojennej Polski jest w Warszawie, a inna na Śląsku. Więcej: okazało się że ten sam okres może być zarówno zamilczany, jak i stanowić część popkultury (odzież z Żołnierzami Wyklętymi), to perwersja.

Wydawałoby się, że obecnie już nie powinno być problemu ze zdobywaniem informacji na temat obozów w Polsce. A jednak wciąż z jakiegoś powodu informacje te są blokowane. Doświadczył pan takich trudności?

W wielu przypadkach napotkałem mur milczenia. Dziennikarz "Die Welt", któremu znajomy powiedział o sprawie, uciekł. Także moi polscy koledzy po piórze najpierw chętnie się godzili, a później nie odbierali telefonu, nie odpisywali na e-maile. Do Państwowego Muzeum Auschwitz Birkeanu musiałem od razu pojechać, bo choć kilka razy wysyłałem e-maila zawierającego zakres mojej pracy, nie doczekałem się odpowiedzi. Próbowano mnie także zniechęcać: że mi ktoś na pewno chałupę spali, że kalam własne gniazdo i powinienem się raczej zająć Obławą Augustowską – to w warszawskim IPN. Usłyszałem tam:" My w IPN mamy złych i dobrych Polaków. Źli to aparat bezpieczeństwa, dobrzy – wyklęci. Ale to jest nasza wewnętrzna, polska sprawa. I nie można nagłaśniać, że ci źli Polacy byli aż tak podli, że zakładali obozy koncentracyjne." Ten pan powiedział, że jak podam jego nazwisko, spotkamy się w sądzie.


W internecie rozgorzała dyskusja – burzliwa, ale, jak to zwykle bywa, mało konkretna. Co chciałby pan powiedzieć, przekazać internautom?

Patetycznie, bo to trafia na dobrą temperaturę sporu w internecie: Żeby byli prawdziwymi patriotami, którym zależy na tym, byśmy nie mieli narodowej kultury pamięci na poziomie dziecka, które uważa, że jest niewinne i wiecznie krzywdzone.

Na Śląsku pana książka została dobrze przyjęta, wziął pan udział w spotkaniu w Katowicach. Jakie opinie usłyszał pan w naszym regionie na temat swojej publikacji?


Bardzo przychylne, co pozwala mi wierzyć, że ta książka ma sens. Uważam, że Ślązakom zrobiono wielką krzywdę i powinni przynajmniej móc liczyć na otwartość i uczciwość państwa polskiego w sprawie własnej historii. Bo wciąż nie mogą. Wciąż słyszą, że nie można mówić "Polskie, koncentracyjne", co do tej pory oznaczało: nie mówić w ogóle, nie wspominać nawet w podręcznikach czy książkach poświęconych tematowi stalinizmu. Minęło 70 lat, a my wciąż nie mamy pozałatwianych spraw w naszym kraju, wciąż strzeżemy tajemnicy komunistów, to zdumiewa. Zdumiewa również to, jak bardzo głęboko w naszych politykach, ale i zwykłych ludziach drzemie coś, co nazywam odruchem nieprawdy, czyli instynktownym zaprzeczeniem, kłamstwem, wyparciem. Przed napisaniem tej książki sądziłem, że jesteśmy jako naród przyzwoitsi i uczciwsi.

Rozmawiała: Iza Salamon



Komentarz Jana Lubosa
Rok 1945 i późniejsze były bardzo trudne dla Górnoślązaków. Gwałty i mordy sowieckich żołdaków, masowe wywózki do Rosji. Potem szykany nowej, polskiej władzy. Przesłuchania, aresztowania, tzw. weryfikacja narodowościowa, przesłuchiwanie dzieci, obozy koncentracyjne do których można było trafić nawet tylko za niepoprawne posługiwanie się polszczyzną…
Nasi dziadkowie chcieli przetrwania swoich rodzin. Nic więcej, tylko tyle i aż tyle. Byli, musieli być twardzi. W domach pojawił się niepisany zakaz wspominania o wszystkim złym, które przyszło razem z Polską. Zakaz konieczny, dzieci nie mogły wiedzieć. Pamięć przypominała przecież przesłuchiwania dzieci. O czym w domu się rozmawia, jak się rozmawia. Przesłuchiwania w 1939 i w 1945. Przez Niemców i przez Polaków. Zakaz skuteczny – Ślązacy przetrwali. Zakaz bardzo skuteczny – dzisiaj najczęściej przetrwała jedynie pamięć o pokrzywdzonych członkach najbliższej rodziny. Ogrom zła, ogrom nieszczęścia został wyparty z powszechnej pamięci następnych pokoleń.
Przeglądając zapowiedzi wydawnicze trafiłem na prowokacyjny tytuł „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”. Autor: Marek Łuszczyna, rodzony Warszawiak. Wydawnictwo: krakowski Znak. Kupiłem ją w przedsprzedaży. Przeczytałem jednym tchem. To książka łamiąca tabu w polskiej narracji o powojennej historii. Przywracająca pamięć w śląskich domach. Ja właściwie nie dowiedziałem się niczego nowego, jednak… „Mała zbrodnia” to chłodna relacja losów konkretnych ofiar i ich katów. To reporterski opis złych czasów oparty na dokumentach, zeznaniach, wspomnieniach. Beznamiętna próba ogarnięcia i zrozumienia ogromu zła. I pobrzmiewający w tle żal. Żal także do współczesnych polskich polityków właściwie wszystkich opcji. Książka bardzo mocna prawdą również dlatego, że napisał ją Polak, że wydana została poza Śląskiem.
To kim jestem, zawdzięczam moim ojcom i dziadom. Wszystko co ich dotykało i kształtowało, utworzyło i mnie. Fałszowanie ich życia fałszowało i mnie. Pan Marek Łuszczyna i wydawnictwo Znak oczyszczają z zakłamania pamięć śląsko-polską. Bardzo, bardzo dziękuję.
Wcześniej napisałem, że nie dowiedziałem się niczego nowego. To nieprawda. Jako dziecko bawiłem się czasami z kolegami w lesie przy kopalni Jankowice. Teraz wiem, że być może bawiłem się na zbiorowych mogiłach obozu CZPW przy tej kopalni. Podobne groby są gdzieś przy kopalni Chwałowice, Ignacy, przy Ryfamie. Aż siedemdziesiąt sześć takich obozów na tej niewielkiej części Górnego Śląska, która w międzywojniu była częścią Polski. I tysiące osób pochowanych gdzieś obok, w zbiorowych nieoznakowanych grobach, po których dzisiaj być może spacerujemy, na których być może bawią się nasze dzieci.
Książkę powinni przeczytać wszyscy. Ślązacy i Polacy. Nie tylko dlatego, że dotyka najtrudniejszego fragmentu historii wzajemnych relacji. Także dlatego, że jest to dobry kawałek reportażu historycznego, który w dodatku świetnie się czyta. Autor obiecał przyjechać na nasz marcowy Śląski Kącik Literacki, z pewnością chętnie odpowie na pytania, które muszą się każdemu nasunąć po lekturze „Małej zbrodni”. Spotkanie ze względu na tematykę historyczną, jej wagę oraz zainteresowanie, które wzbudziła już sama możliwość takiego eventu, odbędzie się w Rybnickim Muzeum, w czwartek 23 marca 2017 r. o godz. 17. Już dzisiaj zapraszam!
Jan J. Lubos
Ruch Autonomii Śląska
Koło Rybnik





(izis)
Dodaj komentarz

Komentarze

* - pole wymagane

Brak komentarzy
Czytaj także
pokaż więcej
Rybnik. Miasto z ikrą
e KULTURA
Możesz ten artykuł oznaczyć jako przeczytany
LEON
Praca w Niemczech
Nasza sonda
W tym roku choinka w Twoim domu będzie:




Tresna
42270,44948,44929,44924,44913,44885,44947,44946,44945,44944,44943,44942,44941,44940,44939,44938,44937,44936,44935,44934,44933,44932,44931,44930,44928,44927,44926,44925,44922,44921,44920,44912,44911,44910,44901,44900,44918,44877,44821,44773,44733,44878,44822,44775,44736,44735,44450,44340,44173,43982,43745,41464,41185,41139,41093,40871,44529,44441,44407,44342,44279,35489,35311,35310,30320,28101