Reklama billboardowa
Medhouse 2.10.2019- 224.06.2020
Medhouse 2.10.2019- 224.06.2020

Miasta

Rybnik
› Żory
› Jastrzębie-Zdrój
› Wodzisław Śląski
› Racibórz
› Region
Ogłoszenia:
  1. Motoryzacja
  2. Nieruchomości
  3. Mieszkania
  4. Handel
  5. Usługi
  6. Finanse
  7. Zdrowie i Uroda
  8. Turystyka
  9. Praca
  10. Zwierzęta
  11. Różne
  12. Matrymonialne
  13. Dodaj ogłoszenie
Sprawę śmiertelnego wypadku 31-latka na lotnisku w Rybniku zajmuje się Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której jednym z członków jest osoba związana z Aeroklubem ROW. Motolotniarstwo było wielką pasją mieszkańca Boguszowic, uprawiał je od czterech lat.
17.02.2020
0
Najpierw kierował ruchem na skrzyżowaniu, a następnie - na oczach policjantów - uszkodził zaparkowany przy ulicy samochód.
07.02.2020
1
Szkoła Podstawowa nr 1 w Pawłowicach zaprasza 14 lutego o godz. 18 do MOK-u w Żorach na spektakl charytatywny dla nauczycielki Beaty Olekszyk-Nowakowskiej.
06.02.2020
1
44-letni mężczyzna przyszedł na zmianę, pobrał broń, po czym zastrzelił się w toalecie rybnickiej elektrowni. Sprawę bada prokuratura.
05.02.2020
0
O bohaterskim 6-latku z Rybnika mówi cała Polska. Rafał uratował życie swojej mamy. Kiedy ta zasłabła, chłopiec zachował zimną krew i zadzwonił na numer alarmowy 112. Dokładnie wytłumaczył operatorowi, co się stało i bezbłędnie podał adres zamieszkania. Dzięki jego szybkiej reakcji i opanowaniu mamę chłopca udało się uratować.
30.01.2020
0
Jednym z bloków na osiedlu 100-lecia w Jastrzębiu-Zdroju wstrząsnęła głośna eksplozja. Policja i strażacy sprawdzają co spowodowało wybuch w mieszkaniu na trzecim piętrze. Na szczęście nikt nie został ranny
18.02.2020
0
„Strziga” z drugą nagrodą
02.01.2020   Żory, Region   Encyklopedia Rzeczy Śląskich  

Zofia Przeliorz z nagrodą im. Oskara Kolberga

Miniony rok był bardzo udany dla Zofii Przeliorz. Znana pisarka ludowa z Żor Osin zdobyła bowiem drugą nagrodę w 48. Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Jana Pocka w Lublinie.

Została uhonorowana w kategorii prozy za opowieść wierzeniową "Strziga". W konkursie wzięło udział 115 twórców, którzy nadesłali 85 utworów poetyckich i 44 zestawy prozy. Zofia Przeliorz jest od 2003 roku członkinią sekcji literackiej Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Lublinie.

Za swoją twórczość w 2012 roku otrzymała nagrodę im. Oskara Kolberga, przyznawaną przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Strziga

Kasia wracała ze szkoły w wyjątkowo dobrym nastroju, bo ten dzień uważała za wyjątkowo udany. Nie dość, że była piękna wiosenna pogoda, to w szkole zdobyła dwie piątki i jedną szóstkę. Na dodatek Pieter w którym podkochiwały się wszystkie dziewczyny w klasie, zaprosił ją na swoje urodziny. Nic więc dziwnego, że podskakiwała i podśpiewywała sobie z radości. W domu o tej porze byli zwykle tylko dziadkowie. Pierwszy dostrzegł ją dziadek który akurat wyszedł przed dom.

- A co to za strziga zwyrce sie nom po placu! – zawołał na jej widok.

- Szczynść Boże starziku! – zawołała głośno, żeby dziadek ją usłyszał, bo już był trochę przygłuchawy.

- Szczynść Boże Kasinko! Teraz żech cie dziepiyro poznoł – zażartował dziadek, bo dobrze wiedział kto przyszedł. – Ale tak sie zwyrcesz i podskakujesz, żech se myśloł, że to jako strziga nom sam na plac przileciała.

- A starka som w doma? – zapytała Kasia zastanawiając się jednocześnie dlaczego dziadek nazwał ją strzigą.

- Na toć som, coś tam w chałpie robiom. – dodał dziadek i poszedł do swoich zajęć.

Babcia akurat gotowała obiad. – Dobrze żeś prziszła. Skocz yno do zagródki i prziniyś mi rabarbru na kompot – powiedziała na jej widok.

- Już starko ida, yno się przebleka – odpowiedziała Kasia, a po kilku minutach pojawiła się w kuchni z naręczem rabarbaru.

- Aleś ty je wartko dziołcho. A rośniesz jak na drożdżach! Szwarno frelka z ciebie bydzie. Jeszcze się synki bydom bili o ciebie – dodała patrząc na nią.

- Starko, czy zy mie jest strziga?

- A skond ci to prziszło do głowy? – zdziwiła się babcia.

- A bo starzik jak mie ujrzeli to powiedzieli, że jakoś strziga sie zwyrce po placu.

- Tak się tym nie przejmuj, bo na taki dziołszki jak ty, już trocha podrośniynte, ale jeszcze nie frelki, to godajom, że to som taki strzigi.

- A czymu tak?

- No bo locom, podskakują, chichocom nie wiedzieć z czego, wszyndy ich jest pełno, no i trza dować na nich pozor, żeby czego nie napochały.

- A prawdziwe strzygi to som na świecie? – dopytywała się Kasia.

- No wiysz, teraz to już się tak o tym nie słyszy, ale jak jeszcze moja starka żyli, to łoni dużo ło tym rosprowiali.

- To porozprowiejcie mi też. – zaczęła prosić Kasia.

- A nie bydziesz się potym boła? Bo widzisz czasami idziesz dość poźno ze szkoły, a tam niedaleko jest kierchów. Żeby my potym nie musieli po ciebie chodzić!

- Ale jo się nie boja iść wele kierchowa! Mama mi pedzieli, że jak porzykom za tych kierzi tam leżom, to sie nie byda musiała boć tamtyndy chodzić.

- Mama majom prawie. Bo widzisz dzisiej to sie trzeba bardzij boć żywych niż umarłych, ale downij to sie ludzie bardzo boli sie chodzić po cimoku, a już szczególnie jak dochodziła północ. Nejbardzij to się boli chodzić wele kierchowa, bo wierzili, że idzie tam wtedy trefić jako czekająco na wybawiyni, pokutująco duszo, abo nie dej Boże strziga czy też strzygonia.

- A to skond one się tam brały? Dyć przeca jak człowiek umiyro to dusza z niego wylatuje i idzie do nieba abo kaj indzij, a ciało się już nie ruszo i idzie do ziymie.

- Ja wiysz dziołcho, ludzie roztomańcie o tym godali. Nejczynścij twierdzili, że strzigoniym zostowało nieokrzczone dziecko, abo taki kiere urodziło się z dwoma rzyndami zymbów, bo taki człowiek mioł przeważnie dwie dusze. Jeżeli na krzcie dali mu yno jedno miano, to jedna duszo została okrzczono, a drugo ni. Podwiel taki człowiek żył, to nic złego sie nie dzioło, bo ta nieokrzczono duszo nie dowała o sobie znać, ale jak umiyroł, to jego ciało opuszczała yno ta okrzczono, a ta nieokrzczono w nim zostowała. Jak już taki leżoł na kierchowie to po nocach wykludzała jego ciało z grobu ku utropiyniu żywych.

Roztomańte były strzigi. Jedne przichodziły do dom i straszyły wszystkich. Jak widziały kaj jaki jodło, to poradziły wszystko pozjodać. Czasami robiły taki butel, że wszyscy z chałpy uciekali. Ale one wcale nie były taki najgorsze, bo żeby tako strziga przestała straszyć, to trzeba było jom okrzcić.

Staro Cyrońka dycko spominała, co też to wystoła jeja ciotka Stazyja jak umar ujek Jorg. Nie trwało długo po pogrzebie, jak sie w nocy obudziła, bo słyszała, że coś we chlywie trzasko. Myślała, że to złodzieje. Do rana już nie spała. Ale rano wszystko było na miyjscu. Za pora dni usłyszała jakiś trzaskani na placu. Było dość widno, bo miesiączek świycił. Dziwo się bez łokno, a tu jeji stary patyki rombie. Myślała, że sie ji na łoczy stawio. Wczas rano poszła na kierchów kaj był jego grób, a tam wszystko w porządku. Wiyńce leżom jak leżały, co prawie trocha poprzestawiane, ale uznała, że w nocy dość fest wiater dmuchoł, to monej ich trocha poruszoł. Porzykała nad grobym jedna dziesiątka różańca, Wieczny odpoczynek i poszła do dom. Ale dwie noce późnij usłyszała, jak we stodole ktoś cepym młoci. Teraz to już się naprowda wylynkała. Poszła do farosza i pedziała, że tyn jeji Jorg to chyba ni mo spokoju na tym drugim świecie, bo jom straszy. Farorz jom wysłuchoł i poradził, że nejlepij zrobi, jak do na mszo za niego. Ciotka, żeby mieć spokój, obsztelowała trzi msze. Farorz msze odprawił, a ujek przichodził durch. Wtedy komuś sie spomniało, że onymu na krzcie dali yno jedno miano, a jego starszo siostra Truda kiero jeszcze żyła, spomniała se, że jak był mały, to mioł jakoś dużo zymbów. Śmioli się nawet z niego że je zymbaty jak strziga. Ktedy dodali jedno ku drugimu i już wiedzieli, ze ujek Jorg na pewno stoł sie strzigoniym. Neści musioł mieć dwie dusze, a okrzczono była yno jedna. Żeby po śmierci zaznoł spokoju, trzeba by okrzcić ta jego drugo duszo, ale nieboszczyka przeca sie nie krzci. W takich razach robiło się to inacyj. Trzeba było odkopać grób, wyciongnyć truła i jom otworzić. Potym zawołać ksiyndza, żeby na karteczce napisoł to miano kierym by miała być okrzczono ta drugo duszo, wraził jom nieboszczykowi pod jynzyk, pokropił wodom świynconom i porzykoł rekwije. Ksiondz prziszoł i zrobił wszystko jak sie noleżało. Jak już było po wszystkim, to staro Gruchliczka, kiero się na wszystkim znała, doradziła, żeby go jeszcze na wszelki wypadek obrócić gymbom na doł i jeszcze mu prziłożyć łopatom w zadek. Potym to już stykło truła zawrzić i nieboszczyka jeszcze roz pochować. Od tego czasu ujek Jorg już wiyncyj na placu sie nie pokozoł.

Ale były też inksze strzygi, taki co już za życio poradziły ludziom szkodzić.

- A to co one takigo robiły?

- A poradziły swoimi łoczami cołki obleczyni na człowieku postrzic.

- Ni możliwe! – To jak to one robiły?

- Widzisz dziołcho, to były taki chłopy abo baby, co jak się urodziły, to miały na lewej łopatce znamie, kiere wyglondało jak nożyce. Jak dziecko było małe, to to wyglądało na zwykłe znamiączko. Jak taki dziecko rosło, to znamie też rosło i potym dziepiyro było widać, że wyglondo jak nożyce. Ciotka Hyjdla kieś spominała, jak do jejij starki roz prziszła somsiadka i chciała pożyczać tako szumno, wyszywano chustka ze strzympami, bo była kanś zaproszono na weseli i chciała sie też jako paradnie łoblyc. Starka, roz że nie rada pożyczowała swoich obleczy, a po drugi to sama ich też za dużo ni miała, skuli tego se ich bardzo szanowała i nie chciała żeby się kaj poflekowały. W każdym razie jakoś sie tam wykrynciła i nie pożyczała ji tej chustki. Prziszła niedziela, starka wybiyro sie na wielki do kościoła, wyciongo chustka ze szranku, a tu chustka cołko we strzympach, choby jom kto nożyczkami postrzig. Boroka starka zaroz się kapła, ze ta sąsiadka to neści je strziga i sie tak na ni zymściła. A co sie nalamynciła, że już ji mogła lepij ta chustka pożyczać bo może by była poflekowano, ale chocioż cało. Od tego czasu, jak kto co chcioł łod ni pożyczać, to już na wszelki wypadek żodnymu nie odmowiała.

Taki strzygi to i pośmierci robiły ludziom na bzdury. Czasami szła se jako pora z muzyki. Jak ich strziga zejrzała, podlatowała i pat, pajt, poszczigła na dziołsze oblecze. Synek się dziwo, a tu frela goło przed nim stoji i ze wstydu chce sie pod ziymia zapadnyć, bo nie wiy co sie stało. Jak się zdarziło, że dojrzoł ich strzigoń, to karlus stowoł przed niom goły jak świynty turecki.

- A to nie było na to jakij rady? – pytała coraz bardziej przestraszona Kasia.

- A wiysz, nikierzi to na wszelki wypadek nosili ze sobom taki zieli co sie przitulijo nazywo bo bezmaś wtedy ani strzygi, ani utopce ni miały do nich dostympu.

- Starko, a przitulijo to je to co tak bioło kwitnie i tak wonio jak zaczyno schnyć?

- No to je to.

- A to dobrze, że coś takigo w zegrodce momy. – odetchnęła z ulgą Kasia.

- Ale ludzie se inacyj radzili. Roz u nos nocowoł taki jedyn, co sprzedowoł lacze, papucie i drzewianne pantofle. Było to tak jakoś pora lot po wojnie. Ludzie wtedy rajzowali przeważnie yno cugami abo autobusami. Tyn istny on mioł dość daleko do dom, to mu sie nie opłacało jeździć tam a nazod. Woloł u kogo przenocować, bo rano móg już iść dalij. Zostawioł za to jedne lacze abo pantofle i wszyscy byli radzi.

Jo miała może tela lot co ty, a monej jeszcze mynij, ale ogromnie rada słuchałach, ło czym starsi godajom. Jak my powieczerzali, to kożdy zaczon spominać, jak to kieś było. Nie wiym jak to sie stało, ale godka zeszła na to, jak kogo kaj postraszyło. Tyn co u nos nocowoł, zaczon rozprowiać o tym, jak to kieś u nich we wsi mieli utropa z takim jednym strzigoniym. Kożdo noc wylazowoł z grobu, seblykoł swoja śmiertnica, kłod jom na grobie a potym lotoł po cołkij wsi i robił ludziom na bzdury. Spijoł śmietonka, wyjodoł jak co kaj w gorku zostało, a z jajek kiere jakoś gospodymi chciała na torgu sprzedać, to yno szkorupki w koszyku zostawił. Najgorsze było jednak to, że wachowoł na tych co szli z muzyki i niszczył jejich oblecze. Ludzie nie wiedzieli se z nim rady. Aż kieś jakiś mondry owczorz im doradził, że sie go pozbydom, jak mu ta jego śmiertnica zbierom z grobu i powiyszom jom na kościelnej wieży. Yno musioł by się znojś ktoś odważny, co by się nie boł o północy iść na kierchów, czekoł, aż strzigoń wylezie z grobu i seblecze swoja śmiertnica. Yno musi być bardzo cicho, żeby strzigoń go nie zejrzoł, bo wtedy byłoby po nim. Jak strzigoń zostanie bez koszule, to już wiyncyj z grobu nie wylezie. I znod się taki jedyn. Poszeł na kierchów i zrobił dokładnie tak, jak tyn istny godoł. Ale mioł pecha, bo strzigoń wrócił przed jednom. Zoboczył, że na grobie ni ma jego śmiertnice, podziwoł się na kościelno wieża i ujrzoł, że tam ktoś się na nia spino. Puścił się za nim i już go mioł dopaść, jak na kościelnej wieży dzwon wybił piyrszo godzina. Stracił wtedy swoja moc, wrócił do grobu i już wiyncyj nie wyloz – zakończyła swoją opowieść babcia.

- Starko, aleście mi strachu narobili. Jo się teraz rychtyk byda boła po cimoku kaj sama iść. A jak padocie? Zy mie to chyba tako prawdziwo strziga to jednak ni ma – zapytała z troską w głosie Kasia.

- Na toć żeś ni ma. Bo po piyrsze ni mosz dwóch raji zymbów i ni ma żeś zymbato, po drugi ni mosz znamiynio na lewej łopatce, a po trzeci na krzcie żeś dostała swa miana: Katarzyna i Hildegarda. Mosz za patronki dwie wielki świynte kiere cie strzegom.

- Ale wiycie co starko, tak na wszelki wypadek to jo se jednak do kożdej kapsy wraża troszka przitulije, bo samiście godali, że strzeżonego, Pon Bóg strzeże.

IrS
Dodaj komentarz

Komentarze

* - pole wymagane

Żorzanka 2020-01-03 18:27:45
Do autorki
Gratuluję nagrody i wspaniałego opowiadania! Życzę dalszych sukcesów literackich!
Czytaj także
pokaż więcej
Rybnik. Miasto z ikrą
e KULTURA
Możesz ten artykuł oznaczyć jako przeczytany
MEDHOUSE
Nasza sonda
Czy jesteś za zaostrzeniem kar dla pijanych kierowców




48927,49233,49177,49171,49161,49114,49241,49240,49239,49238,49237,49236,49235,49234,49232,48904,49231,49230,49229,49228,49227,49226,49225,49224,49223,49222,49221,49220,49219,49218,49217,49173,49174,49140,49139,49137,49205,49157,49110,49063,49019,49206,49158,49111,49064,49020,44450,44340,44173,43982,43745,41464,41185,41139,41093,40871,46258,46120,46045,46031,46034